III Biedronkowe Wianki
20 czerwca 2026 na kilka godzin przed zachodem słońca, bitwa dogorywała. Ci co przeżyli wracali do swoich portów.
Na godz. 19:00 została zwołana biesiada dla wszystkich.
Rozstawiono namioty, ławy i krzesła. Rozpalono ogniska, na których ważono potrawy. Wyciągano z jaskiń beczki piwa, bo upał dał się wszystkim we znaki. No i trzeba było napoić rannych i tych, co cało wrócili.
Wódz Pieśni spod Żagli Siwy Ryśchardt, wspólnie z wodzami Mariny Lok Turawa i Stowarzyszenia Ventura Gieniosławem I i Szymonem I, przywitał zebranych.
Przypomniał o kpt. Grażynie Wodiczko vel Biedrona, której poświęcone są Biedronkowe Wianki.
Potem na scenę razem z orszakiem, wkroczył Wiceadmirał Floty Opolskiej – Zbigniew Kubalańca (Wicemarszałek Województwa Opolskiego). Pochwalił nas za ciężką walkę, której efektem była gloria Księstwa Opolskiego. Podziękował za wytężoną pracę i nas wszystkich pozdrowił. Dla nas był to zaszczyt, że sam Wiceadmirał pojawił się w naszej wiosce.
Gdy przemówienia się zakończyły, na scenie pojawił się zespół samych dziewic z dalekich wschodnich wiosek - Aqua Marina. Anielskim głosem śpiewały, opowiadając nam o walecznych żeglarzach, dalekich krainach czy złowrogich kapitanach. Wszyscy oniemieli z ważenia, bo takich śpiewów nasz lud jeszcze nie słyszał.
Poł godziny później, Siwy Ryśchard wspólnie z Agnes de Ryba zaprosił na scenę wszystkie załogi, które bitwę przeżyły i skarb hrabiego odnalazły.
21 załóg wyszło na scenę i zgodnie z tradycją, każdy dostał równą część odnalezionego skarbu. Wspominali o trudach tego rejsu i bitwy. O piekielnych zagadkach zostawionych przez hrabiego, o atakujących piratach, mieliznach, rafach i złowrogich tubylcach odwiedzanych wysp.
Wódz zarządził, by na stoły wjechały słoiki ogórków, które zostały zdobyte w bitwie. Łupy były wielkie i wkrótce po wiosce rozszedł się zapach kiszonego ogórka.
Na scenę powróciły anielskie głosy i wszyscy się zadumali nad tymi, którzy zostali na dnie Morza Turawskiego.
Zadumę przerwała błyskawica i grzmot z jasnego nieba. Nad wioską zrobiło się szaro. Czarownice i szamanki rzucały kośćmi i wróżyły z dymu. Znaki pokazywały, że nadchodzi Armagedon. Wszystkich dopadł blady strach. Według wróżb wyspa miała być zalana. Każdy patrzył na swoich wodzów i zadawał sobie pytania. Dlaczego oni nic nie robią? Nie pakują nas do łodzi, nie uciekamy? Co jest?
Gieniosław I ważył spokojnie piwo, Szymon I opowiadał o swoich dokonaniach, Mario I śmiał się swoim tubalnym głosem, a Siwy Ryschardt siedział zasłuchany w anielskie śpiewy i nawet mu powieka nie drgnęła.
Tylko oni wiedzieli, że mają zawarty pakt z Turawskim Neptunem Zielonookim.Podarowali mu kilka załóg w zamian za spokój i ocalenie wyspy. Nikt nie wierzył w to, co widział. Gromy i burze rozstępowały się przed naszą wioską. Nie spadła kropla deszczu. To był cud.
Anielskie śpiewy dobiegły końca i Wódz zgodnie ze starym zwyczajem rozpoczął wybieranie najpiękniejszych rusałek, które na kolejny rok miały zostać jego żonami. Od razu dostrzec można było, że wioskom się bardzo dobrze wiedzie, bo niektóre wystawiły nawet po kilka kandydatek. Były piękne, ubrane w białe jedwabie, a na głowach miały wianki oplecione z najrzadszych kwiatów. Te wioski, którym się żyło troszkę gorzej wystawiły piękne kandydatki, ale na biały jedwab nie było ich już stać. Były również piękne kandydatki z wiosek, które są dopiero na dorobku.
Wódz nie mógł przeciwstawić się tradycji i wybrał osiem żon. Ale nie zależnie od statusu wioski, wszystkie dostały skrzynie pełne złota i klejnotów. Rok był udany, bo tylu kandydatek jeszcze nigdy nie było.
Potem nadworna malarka króla - błyskotliwa Marguerite uwieczniła nowo wybrane rusałki Jeziora Turawskiego.
Wódz zapowiedział, że w tym roku zaprosił nowy zespół, który odnalazł w dalekich krainach, na małej ubogiej wysepce zwanej Vratislavia.
„Znienacka Projekt”, bo tak się ów grupa zwała, urzekła wodza swoimi melodiami, głosami i tekstami, w których chwalono dobroć i łaskawość króla. Grupa zaśpiewała. Na początku, onieśmielona bogactwem naszej wyspy, ale z każdym uderzeniem w bęben, coraz bardziej porywali do wspólnego śpiewania.
Po kolejnych dwóch kwadransach wódz przerwał śpiewy i zarządził wybór Najgroźniejszego Demona Jeziora. I tu znowu ku zaskoczeniu gawiedzi, wyspy wytypowały najgroźniejszych wojowników, którzy przez kolejny rok mieli strzec Morza Turawskiego. Była ich siła. Niektórzy chełpili się nową bronią i strasznymi maskami, ale wybór mógł być tylko jeden.
Królem demonów został najmniejszy, najmłodszy i najbardziej przebiegły - Artur. Otrzymał dwóch „goryli” do ochrony, a każdemu z nich przydzielił oddział. Tak silnej ochrony, nasze morze jeszcze nie miało.
Ponownie zaśpiewali wojowie grupy Znienacka Projekt. Na brzegu zapłonęły ogniska, a muzycy podkręcali tempo i cała wioska zaczęła tańczyć.
O 22:30 łodzie wypłynęły przed port, by zapalić lampiony. Widok z brzegu był piękny i bajkowy.
Zabawy i tańce trwały do białego rana.
Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowania obchodów III Biedronkowych Wianków
Radio Opole
Jacht Klub Opolski
Hkż Turawa
41 Harcerska Drużyna Żeglarska im. Władysława Wagnera\
Stowarzyszenie Neptun
Piękne zdjęcia wykonały:
Małgorzata Żółtańska
Joasia Rehlis
145