II Biedronkowe Wianki za nami.
Część hrabiowskiego skarbu odnaleziona
Po raz drugi celebrowaliśmy najkrótszą noc w roku po żeglarsku. Były, żagle, woda, szanty, świetna pogoda, tradycje i fantastyczne spotkanie znajomych i przyjaciół wodniaków i żeglarzy.
O godzinie 15:00 na cyplu Stowarzyszenia Ventura i Marina LOK Turawa odbyła się odprawa załóg, które zgłosiły chęć wzięcia udziału w grze. Wielki Wódz Plemienia Pieśni Czarny Wąs z wielką radością przywitał sterników i załogi. Każdy chciał odnaleźć legendarny skarb hrabiego Hubertusa von Garnier, właściciela pałacu w Turawie.
Po latach poszukiwań odnaleźliśmy starą mapę, jego testament i pierwszą wskazówkę, które hrabia sporządził pod koniec 1944 roku i schował.
Rok temu ośmiu dzielnym załogom udało się część tego skarbu odnaleźć, ale wiemy, że tych części jest znacznie więcej, bo hrabia swój skarb podzielił i ukrył w wielu miejscach.
Wieść o skarbie rozniosła się jak podczas gorączki złota w Ameryce.
W tym roku do poszukiwań włączyło się 21 załóg. Łącznie 86 załogantów. Byliśmy pod wrażeniem. Gotowi i zwarci stanęli w marinie na różnych rodzajach łodzi. Motorówki, jachty motorowe, omegi, dezeta i wszelkiej maści jachty kabinowe.
Na odprawie, każdy miał minę jak gracz pokerowy. Nie zdradzał jak chcę skarb zdobyć. Jaki ma plan?
Wódz przekazał kopię mapy i wskazówkę załogom.
O 15:17 wystartowały pierwsze jednostki. W pierwszej wskazówce hrabia pisał, by po wyjściu z portu kierować się na południowy brzeg i odnaleźć łódź strażników plemienia – Woprowianie.
Ponieważ Woprowianie będą 29 czerwca obchodzić swoje święto, załogi miały przygotować życzenia i piosenki czczące właśnie to plemię i ich pracę. Jeśli życzenia się spodobały, to załoga otrzymywała kolejną wskazówkę. Wszystkie załogi pięknie zrealizowały to zadanie i sam Wódz Woprowianów, Wielki Jacek I bardzo ich pochwalił.
Po otrzymaniu wskazówki nr 2, załogi miały płynąć kursem około 120 stopni i kierować się na komin widoczny na południowym wschodzie. Rejs stawał się trudniejszy, bo po 1,5 km ich łodzie wpływały na akwen najgroźniejszego plemienia - Catamaranowców, którzy dysponują najszybszymi łodziami na cały Morzu Turawskim i są najbardziej okrutni z wszystkich turawskich plemion. Jak się okazało na łodzi siedział sam Wódz tego strasznego plemienia Mario I, który dla zabawy wrzucał do wody pojmanych czerwonoskórych. Załogi najpierw miały go głośno, bo wódz trochę jest przygłuchawy, przywitać w ich własnym narzeczu TOP CAT, TOP CAT TOP CAT, a potem szybko wyłowić topielca i oddać go Wodzowi, by mógł dalej się nad nim pastwić. Okrutny proceder, ale w grę wchodziło życie załóg i możliwość otrzymania wskazówki, która pozwoli im szybko opuścić ten barbarzyński akwen. Udało się wszystkim, choć nie wszystkim bez problemu. Na szczęście wszyscy topielcy przeżyli, a Wódz był wyjątkowo łaskawy.
Z trzecią już wskazówką załogi płynęły dalej na wschód szukać, kolejnego plemienia, tym razem – Pasatowców. To lud, który żyję w szuwarach i na bagnach. Mają niesamowicie wyszkolonych łuczników, którzy w ukryciu na zatopionych drzewach czyhają na zbłąkanych żeglarzy. Poszukiwacze skarbu mieli odnaleźć łódź, na której siedzieli strażnicy Pasatowców. Przywitać się z nimi ich pozdrowieniem: Niech Pasat będzie z Tobą, a potem odpowiedzieć na pytanie co to jest Pasat?
Generalnie odpowiedzi były właściwe, ale pojawiło się kilka w stylu Wolkswagen pasat, czy odmiana trawy Pasat, czym poszukiwacze zaskoczyli tubylców, bo ci uważali, że znaczenie słowa Pasat jest tylko jedno - rodzaj wiatru. W ten sposób, poszukiwacze przywieźli ze sobą nową wiedzę do tego zamkniętego w szuwarach plemenia. Choć na początku Pasatowcy byli gotowi zabić za te herezję.
Po przywitaniu się, strażnicy chlapali przybyłych wodą, gdyż w tradycji Pasatowców jest, by każdy przed wejściem na ich teren dobrze się umył.
Wszyscy wodniacy i żeglarze przeszli ten chrzest bezbłędnie. Dzięki temu mogli otrzymać kolejną wskazówkę. Ale Pasatowcy to miłościwy lud i dodatkowo wszyscy otrzymali podarki, które jak się okazało będą potrzebne w innych krajach, które odwiedzą.
Tym razem, znów trzeba było przepłynąć całe Morze Turawskie i szukać Królestwa Sandacza. Ale kolejny etap prowadził przez niebezpieczne rafy, które trzeba było ominąć z zachodu, by nie stracić okrętu. Nie wszyscy nawigowali dobrze i niektórzy, jak to Porębski śpiewał: Na środku oceanu zaryliśmy w piach. Na szczęście żaden okręt nie zatonął i wszyscy zeszli z mielizny.
Bezbłędnie dotarli do Królestwa Sandacza czyli Restauracji Rybnej. Tam czekały żony wodza o bardzo wysokim IQ. Załogi nie miały wyboru i musiały przejść test swojej inteligencji. Trzy pytania i każde miało trzy odpowiedzi. Test piekielnie trudny, ale każdy go przeszedł bezbłędnie, co tylko świadczyło o wysokim kunszcie załóg.
Żony wodza przekazały kolejną wskazówkę, a sam wódz Królestwa Sandacza Kpt. Boguś odprowadzał załogi swoim wzrokiem. Załogi odpłynęły na zachód gdzie w dalszej kolejności musiały opłynąć cypel i kierować się kursem 40 st., by odnaleźć tajemne wejście do zatoki. Kiedy odnaleźli wąski przesmyk, okazało się, że muszą odnaleźć drugie wejście, całkowicie schowane w szuwarach, by wejść na małą zatoczkę, o której wiedzą tylko tubylcy z plemienia Hakażetowcy. Tam na pomoście czekały na żeglarzy kolejne żony wodza. Te najbardziej przekupne. By uzyskać kolejną wskazówkę, trzeba było słono zapłacić. Poszukiwacze musieli wyciągnąć podarki od Pasatowców, a były to liny, które trzeba było ładnie zbuchtować, a na końcu liny zawiązać dwie ósemki i węzeł ratowniczy. To jedyna moneta obowiązująca w Państwie Hakażetowców.
Wszystkie załogi odnalazły tajemne wejście, ale dla jednego okrętu było za płytko. Nie przedarł się przez mielizny. Członkinie załogi dezety, by uratować honor załogi rzuciły się wpław, by dopłynąć do pomostu. Dzięki temu heroicznemu poświęceniu uzyskały kolejną wskazówkę.
Po wyjściu z zatok, załogi miały odnaleźć pomost na wyspie, przy którym stacjonował okręt flagowy Królowej Marii 41. Po zacumowaniu do pomostu, załogi miały przywitać się ich powitaniem: Czuwaj. Otrzymywały kolejną wskazówkę. I tu okazało się, że mają szukać beczki, w której hrabia ukrył szkatułki. A ponieważ hrabia lubił kolory granatowe i czerwone, to załogi musiały szukać znaków w tych kolorach. Było to piekielnie trudne zadanie, gdyż wg legendy beczki strzegły jadowite węże. Mimo to załogi odnalazły beczkę, w której była ostatnia wskazówka. Wszystkie załogi miały stawić się na Biedronkowych wiankach o godz. 19:00, gdzie rozpocznie się celebracja najkrótszej nocy w roku. Grę ukończyli wszyscy poza jedną załogą, której okręt się popsuł i nie chciał płynąc dalej.
Wyczerpani, wygłodzeni z oznakami szkorbutu, stawili się o 19 na celebracji obchodów, które rozpoczął Wódz Pieśni spod Żagli – Czarny Wąs. Przedstawił zespół Cztery Refy obchodzący swój jubileusz czterdziestolecia, który przypłynął z dalekich wysp, mający bawić zgromadzonych do samego rana.
Zabrzmiały tam tamy, muszle i harfy i przy tym akompaniamencie, zespół w swoim narzeczu zaśpiewał piękne stare pieśni morskie.
Punktualnie o godzinie 20:00, wódz przeprowadził podział skarbów zgodnie z piracką tradycją, gdzie każdy załogant otrzymał równą część skarbu. Otrzymali nawet Ci co stracili okręt.
Sternicy mogli opowiedzieć o ciężkim rejsie i poszukiwaniach skarbu. Sztormach, atakach gigantycznych ośmiornic i meduzach, które potrafiły pochłonąć człowieka. Tym zaskarbili sobie uznanie zgromadzonych, a wioskowi poeci rozpoczęli pisanie pieśni na ich cześć, by rozsławić chwałę śmiałków i zdobywców części legendarnego skarbu hrabiego Hubertusa von Garnier.
Potem zagrał znowu zespół Cztery Refy chwalący w swoich pieśniach dobroć wodza, waleczność ludu turawskiego i piękno ich kobiet.
Tym samym wprowadził nas w kolejną część wieczoru, w którym tradycyjnie każda wioska przedstawiła najpiękniejszą swoją dziewicę, która miała szanse zostać nową żoną wodza.
W pierwszym szeregu stanęły, te które w przyszłości dostąpią tego zaszczytu. Ubrane w piękne wianki, otrzymały solenne przyrzeczenie, że jak skończą osiemnaście lat, to wódz będzie o nich pamiętał. Każda otrzymała z rąk wodza złote klejnoty. Potem wódz wybrał dziesięć najpiękniejszych dorodnych dziewic, które w sposób odpowiedni przygotowały się do najkrótszej nocy w roku. Ubrane było w ludowe suknie, a na głowach miały założone tradycyjne wianki.
Wybrano dziesięć nowych żon, które również otrzymały skrzynie pełne złota i klejnotów, a zgromadzony lud na stojąco wielkimi owacjami podkreślił piękno nowych żon.
Ale tradycja nakazuje wybrać również najstraszniejszego i najgroźniejszego demona jeziora.
Do tego tytułu stanęło ośmiu śmiałków. Tych co nie przekroczyli dwunastu lat wybrano strażnikami jeziora. Tych co dawno już skończyli dwanaście lat wybrano ich pomocnikami.
Wódz wręczył podarki oraz demonowe insygnia, zapewniając swój lud, że nadal będą chronieni i demony ich ochronią.
Po tej celebracji zagrał znowu zespół Cztery Refy, który na koniec występu zaśpiewał Fiddler’s Green na cześć kpt. Grażyny Wodiczko vel Biedrona, która w 2024 roku odpłynęła w swój najdłuższy rejs, a pamiętać trzeba, że to ona rozwinęła obecną wioskę LOK. Na jej cześć wzniesiono puchary i wypito za jej zdrowie. Wódz pokazał zdjęcia BIedrony wyryte na kamiennych płytach.
Po godzinie 22, flota różnej maści jednostek wypłynęła przed port, by zwodować wianki i lampiony. Widok z wody na rozpalone ogniska był magiczny. Sam wódz uronił łzę z radości, że tak wszystko pięknie zostało przygotowane.
Potem były tańce, śpiewy i pląsy do białego rana. Wódz udał się do swojej chaty wraz z nowymi żonami.
Było magicznie, ciepło, bardzo żeglarsko i przyjacielsko. Prawie czterystu żeglarzy i wodniaków z Jeziora Turawskiego godnie uczciło najkrótszą noc w roku i nowe małżeństwo, swojego ukochanego wodza.
Za rok w najkrótszą noc, znowu się zbierzemy, by szukać dalszej
części skarbu hrabiego Hubertusa von Garnier i dokonać wyboru nowej żony.
Wódz Czarny Wąs w imieniu całej wioski Pieśni spod Żagli dziękuję za wspólną organizacje, kawał roboty i pomoc dla :
Mariny LOK Turawa i jej wodza Gienia I
Stowarzyszenia Ventura i jego wodza Szymona I
Drużyny WOPR Turawa (Woprowianie) i wodza łodzi Jacka I
Jacht Klubu Opolskiego (Catamaranowcy)i jego wodza Mario I
Yacht Klubu Pasat (Pasatowcy) i wodza łodzi Mariusza I
Królestwa Sandacza(Restauracja Rybna) i jej króla Bogdana I
Harcerskiego Klubu Żeglarskiego(Hakażetowcy) i i jego wodza Romana I
41 HDŻ i jej królowej Marii 41 oraz córki córki Anny
Diękujemy bardzo:
Marszałkowi Województwa Opolskiego Szymonowi Ogłazie za patronat nad uroczystościami, Wice Marszałkowi Województwa Opolskiego Zbigniewowi Kubalańcy za sakwę złota,
Wójtowi Gminy Turawa Dominikowi Pikosowi za pomoc,
Ekipie Departamentu Sportu i Turystyki oraz Promocji i Współpracy z Zagranicą Urzędu Marszałkowskiego za pomoc.
Centrum Dialogu Obywatelskiego Urzędu Miasta Opole za pomoc.
Radio Opole za rozesłanie po wioskach wici o uroczystościach oraz Nowej Trybunie Opolskiej i Radiu Doxa.
829